RSS
 

Uprzejmość i klasa w upale wygasa.

23 maj

Jadą, jadą samochody – taka kurwa pora. Nie przepuści nawet jeden – mnie ani bachora. Stoję, stoję, bo stać każą – arogancki czyn. Nieświadomie towarzyszy czyjś tam pewnie syn. Patrzę, patrzę zwalnia Opel – nabieram rumieńca. Wszak rumieniec zaraz znika – Opel nagle skręca. Z nerwów mruczę pod kichawą, bluzgam, tupię, tupię. Irytacja coraz większa – dzieciak ma to w dupie. Światła widmo, przejście widmo – nie wiem już co gorsze… Teraz chyżo bym przebiegła – pędzi Porsche, Porsche (się ścigają dwaj bliźniacy o fikuśnych licach, których magia i historia dziś nikogo nie zachwyca). Berbeć głową kręci, kręci wspominając auta. Jemu wręcz nic nie przeszkadza, będzie sobie stał tam. Mówię, mówię chłopakowi: „Choć Cię przeprowadzę” – wyobraźnia zadziałała, nie spodobał się obrazek. Na dodatek bez obiekcji, manier i bez „ale, ale”, smark odwrócił się na pięcie wystawiając znany palec.

 

Ścieżki życia – na trzeźwo i podczas picia.

16 maj

„KOCHAM CIĘ ŻYCIE” – WERSJA NA HAJU

Uwielbiam słońce, co bladym świtem skrada się przez firanki: muska powieki, łaskocze rzęsy… Bo kocham Ja takie poranki!

Uwielbiam wiatr, co popołudniem otula ciało łagodnie: i świszczy i nuci i pogwizduje… Bo kocham Ja taką melodię!

Uwielbiam deszcz, co późnym wieczorem kroplami zmywa dnia znamię: mżawką nawilża, chmurami osusza… Bo kocham Ja takie kąpanie!

Uwielbiam księżyc, co czarną nocą w swym przeznaczeniu i sprycie, pozwala oddać się sennym marzeniom… Bo kocham Ja takie życie!

 

„KOCHAM CIĘ ŻYCIE” – WERSJA MALKONTENCKA

Nienawidzę słońca, co bladym świtem wprasza się przez zasłony: daje po oczach, wypala rzęsy… Taki to promyk jest pierdolony!

Nienawidzę wiatru, co popołudniem piździ po moim ciele: i świszczy i nuci i pogwizduje… No chyba kiedyś Ja ochujeje!

Nienawidzę deszczu, co późnym wieczorem kroplami tapetę mi zmywa: mżawką zacina, chmurami olewa… Do dupy taka inicjatywa!

Nienawidzę księżyca, co czarną nocą w swym przeznaczeniu i sprycie, świeci po mordzie i spać nie mogę… Co to kurwa za życie?!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Savoir-vivre

 

Jestem robotem. Jest „ballada”. Nie ma notek.

12 maj

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Fucha, Ród człowieczy

 

Krwawy czas – wszyscy pas.

10 maj

Okres. Okres wszystkiemu winny. Okres otwarty a sklep nieczynny. Okres pretekstem rozwodu – maż bał się krwi i nie miał wzwodu. Przez okres katastrofa smoleńska, za słona zupa, życiowa klęska. Okres wywołał Tsunami. Okres jest szpetny, passe, do bani. Przez okres nie będzie lata. Okres też równa się niska wypłata. Okresem jest stan psychicznie ciężki. Okres wspólnikiem rodziny Waśniewskich. Okres za skórę zalezie – okres buntu to w dużej mierze. Okres urywa głowy. Układ też okresowy. Okresem staniesz na nogi. Okres ze free. Okres nadgodzin. Okres spokoju i okres zostaw. Okres nie zając. Głupia riposta.

 
 

Oto chwila – czas na grilla!

03 maj

Maj, maj, maj…. Majóweczka. Bal na łonie po łbie krąży. W rękach siata wypełniona butlą Warki tudzież Łomży. Drugi wór na garbie Osła pęka w szwach niezbędnych rzeczy: chleb, musztarda, nóż, padlina, na przebranie strój kobiecy. Na komary spray, pod pachę, szlugi i magiczny koc, co przedwczoraj zapierdziany na balkonie spędził noc. Nieodłączony grill – wiadomo – pierwszorzędny sprzęt w plenerze. Kto ma grilla – ten tu rządzi, kto ma grilla – ten jest Prezes (jeśliś gościu z niższej półki, wtem nasłuchasz się krytyki i miast oddać mocz raz siódmy, będziesz ganiać po patyki). Ba! Rozpałka. Trza rozpalić zesztywniałe i logiczne jeszcze Pały, które za parówą z rożna w mięsnym sklepie się nastały.

Skoro prowiant spakowany, można ruszyć wreszcie zada, wziąć do grania coś – cokolwiek (po co cały wieczór gadać?), przygotować swą wątrobę, umysł, duszę, aby z puentą, niecodziennie, jak co roku, oddać sielsko się procentom…

Jednak, gdy już jest po wszystkim ów refleksja mnie nachodzi: „ Łatwo się na grilla wybrać, gorzej wręcz się z niego schodzi”.