Wiosna, kwiatki, nastolatki.



Wiosna, wiosna – ja nie
wierzę
Więc browarek dziś w plenerze
Wdepnę sobie w papierzaka
Kota, psa a może ptaka
Koc rozłożę, wyjmę pączka
Zjem go w moim brudnych rączkach
Teraz czas na łyczek chmielu
Oto refren przyjacielu :

Wiosna, wiosna tararara
Ja chce napić się browara
Wiosna, wiosma rymtym tyka
I już biorę se big łyka

Wiosna, wiosna leci osa
Więc zapalę papierosa
Poczęstuję owadzika
Fiku-miku i juz znika
Taki urok jest palenia
Że się kopci od niechcenia
Bo na wiosne jest cieplutko
Koniec zwrotki powiem krótko

Wiosna, wiosna tararara
Chyba sobie znów zajaram
Wiosna, wiosna rymtym tyka
Kurcze nie mam zapalnika…

 

 

…taka w głowie mej biesiada! Coś mi jednak podpowiada, że niedługo to nastanie – zacznie się piknikowanie! Szkoda, że ja stara dupa. Mogłabym się w morzu chlupać, w berka ganiać i grać w klasy….od cholery tego. Czasy, gdy się w piłkę grało, przeminęły, co się stało?! Teraz berbeć przy laptopie i nie w piłkę – w kumpla kopie! Lalki, karty, resoraki to "obora"! Te dzieciaki! Tipsy, stringi i blond kłaki – a ja mam z dzieciństwa braki. Ich to sprawa, ich to życie wszak przed nimi szpan i picie. Sex, melanże, bunt i szkoła – lecz powstrzymać się nie zdoła. Co ja będę im matkować?! Sama muszę zabalować!

Ta publika tyle sika

Kabarety – super sprawa! Tylko chadzać i bić brawa. Wczorajszego dnia akurat, był cudowny repertuar. Do rozpuku rozśmieszali, dobry popis zatem dali. Nowe skecze i mniej znane, widowisko więc udane! Lecz publika to żenada, zamiast słuchać to ludź gada. Wciąż się kręcą, wciąż gdzieś łażą nim swe miejsce zauważą. Jak na piknik pełno żarcia: popcorn, cola – grupa wsparcia. Na plakacie, na bilecie jest godzina – dobrze wiecie. Jednak kilkanaście osób, musi wejść tam na swój sposób: zadem świecą Ci przed głową ( ciśnie mi się jakieś słowo). Acz pominę ten, że wątek, dla nich cena – nie majątek. Wszak na koniec, słów brakuje! „Jeszcze bis!” – ten się pakuje. Toż to wstyd, kompromitacja – taka nasza populacja. Przyjdzie, pierdnie i wychodzi. Brak kultury – pełen podziw. Choć rozumiem są wyjątki: ktos się śpieszy to małżonki.
Ale większość to jak z procy, emigruje do „karocy”. W tamtym roku : Trasasasa. Już w połowie ćwierć nie masa. „Weterani” z kabaretu i nieduża cena biletu a tu nagle w trackie skeczu, tłum znudzonych na „zapleczu”. Po co tacy tam, że gnają jeśli wcale się nie znają!!! Tylko chwycić w swoje dłonie… Po co ja swe nerwy trwonię!?

Sztuczne szczęki i ich jęki

Kto jak zwykle dziś doskwierał ?! Cycospych – rodzaj mohera. Na swą kolej nie poczeka a do tego głośno szczeka. Pcha się z wózkiem lub koszykiem, komentując wszystko krzykiem. Bo ucieknie jej wędlina, ta po którą wciąż się zgina. Bo ją kabanosy gryzą – ekspedientce dłonie liżą. Ser roztopi się nim chwyci:”Podaj Pani tyci, tyci!”. Jeden plaster, drugi kroi…ona już dziewczynę gnoi, gdyż pocięła go za chudo (!) Pouczęszcza niech na Judo! Tam wyżyje się kobita, zamiast przy padlinie zgrzytać!

Nigdy w transie na seansie

Te reklamy, co za bzdura! Zamiast jednej leci fura. Od musztardy po tampony, człowiek jest już tym zmęczony. Wartka akcja, adrenalina…a tu nagle ktoś się zgina. Jakiś moher jęczy, stęka bo jej wciąż drętwieje ręka. Lub X-owi chce się kupę i podetrzec musi pupę. A ten papier pachnie brzydko…ja przełączam kanał szybko. Zakoczenia nie ma wcale bo na tym także kanale, lecą reklamowe spoty – buble, szmira i klamoty. Hemoroidy i żylaki, proszki, kleje i Tik Taki. Możesz machać tak pilotem cały piątek i sobotę a gdy koniec ich nastanie..czas na Lotka Drogie Panie!

Na kłopoty – brak ochoty

…a tak propo komentarza, to
problemy mieć się zdarza. Wszak, nie trzeba pod "publikę", wciąż
narzekać, z bólu kwiczeć. Jedni żalą się na forum, inni wolą garść
humoru. Dla mnie problem to psia kupa a dla Ciebie rozmiar…buta. O
tym się nie dyskutuje(!), więc się już odmeldowuje!