Nie do przebicia historia życia.

Kobieta. Pani, niewiasta – fanatyk garów i pieczenia ciasta. Jejmość okien mycia, do kochania, do zdobycia. Białogłowa męskich gaci – na ich praniu życie traci. Facetka od mopa i ściery, monologów od cholery. Dama w wysokich buciorach, prowodyrka i zadziora. Dysponentka cacy lica, panna, żona, kochanica.

Mężczyzna. Pan i władca. Sprawca pytań: „Gdzie kolacja?”. Właściciel moszny i penisa. Jegomość, co radia nigdy nie ścisza. Dżentelmen, rodziny głowa, mu nie grozi odzież ciążowa. Odtwórca męskiej roboty, przykład męża lub despoty. Pełnomocnik swej wybranki, połowicy i posłanki.

Jako para, mąż i żona, protoplasta i matrona, utrzymanek, konkubina, młodzieniaszek, dziewczynina, wegetują, żyją wspólnie – los spisany im odgórnie. Z tego związku poczną dziecię – jedno, dwójkę, może dziesięć. Wychowają je, nauczą, doczekają kilku wnucząt i wyciągną swe kopyta by Kostucha była syta.

Głosowanie na ekranie.

"Dziś wybory – wielki dzień. Postaw krzyżyk, nie leń się. Jak wybierzesz prezydenta brak podatków, wyższa renta. Bezrobotny? Masz już pracę. Dla Twych dzieci studia opłacę, znajdę żłobek i przedszkole i dokonam kilku korekt. Nie bój raty, zadłużenia gdyż innego znam jelenia. Kup samochód, wielką chatę, zostaw w tyle czynsz, nadpłatę. Kredyt, długi, alimenty -  na to także znam patenty. Kto zacz, jak nie moja władza ludziom będzie tak dogadzać? Konkurencja drwi i kłamie, chce odebrać prawa damie, znieść stypendium, TBS-y, swe machlojki i procesy. Ze mną życie jak w Edenie: sukces, łaska i dążenie by dobrobyt stale gościł – nikt nie cierpiał, nikt nie pościł…"

Obwieszczając owe słowa – toż to prawie Państwa głowa – zwinnie schował dwa paluchy by skrzyżować je bez skruchy.

Czas w sezonie na ironię.

Mielno. W nim zjadacze chleba, pizza, gofry no i kebab. Ceny dla pełnej kieszeni, poczet gnojków i gąsienic starych ludzi – dla nich wszyscy to intruzi – kroczą z kijem w swej grabuli z miną jakby czymś się struli. Młócą zupę, ryż z półmichy w autokarze, wszak nielichym. Jest rodzina aż z Rzeszowa z babką z Rumi i z Działdowa. Oblegają dwa stragany aby spacer był udany. Ręcznik, ponton i zasłona dla zacnego jakże grona. Tuż za rogiem w knajpie "Włochy" pałaszują, co? Karczochy! Nieopodal, naturalnie przepełnione są pijalnie. Średnia wieku do dyskusji, bez dowodu, bez konfuzji! Ludzie w barwach terakoty. Róż króluje, biel i złoty. A co za tym przecie idzie? Tak, smarkule we fluidzie. Wyuzadne i pyskate, chcą zaistnieć nader latem.

Krążą masy, ród człowieczy, potencjalni dawcy skeczy – słońca brak jest w Europie…jednak oni na urlopie.

Na ów lament – medykament.

Moher Band to cwane sztuki, nie odpuszczą póty póki trzęsą całym dolnym parkiem, umacniając swoją szajkę. Kiedy słońce w pięknej fazie nie chcą juz wyglądać bladziej, maszerują kolektywnie chcąc się poczuć najaktywniej, bo przez eks swych lat czterdzieści nabawiły się boleści, przeklinając wciąż oprawcę grzejąc pierwsze miejsca w ławce. Teraz mają swe rejony, zostawiają tam embriony by broniły po sił kres jeśli znajdzie się tam dres. Różnorakie grupy człeka. Beret działa – on nie zwleka. Strzeżcie bowiem się pannice i mężatki, krasawice, kawalerzy, jegomości – one robią to po złości. Wszystkie kaczki, ptactwo całe, wszelkie burki osowiałe, to ich własność, ich to chluba – Ty żeś przeciw – kara, zguba.

Technologia brnie do przodu (choć już nie za mego młodu), a nuż znajdą środek złoty na mohery – przykre gnioty.

Solidarnie jednak marnie.

A tak propos małolatów, fanów szmiry i brokatu. Nie ma to jak róż na przedzie, co w rodzinie wciąż prym wiedzie. Dziecię w różu po stóp palce (wszak jaśniejszy jest na halce), matka w różu – nawet włosy co poprawia je i stroszy, ojciec – ba, dres różany i na spacer i na tany. Pies różowe ma odzienie przywiezione prosto z Niemiec, babka w różu pantalony (najmodniejsze wszak fasony), dziadek laskę barw łososia – już nie raz nią zadał ciosa.

Tak rodzinka w różu bywa, też w kolorze ściany, dywan i różowe okulary, aby patrzeć na maszkary. Pozostaje jedna kwestia: ich kabriolet – jezdni bestia. Dwuśladowiec? A to heca! Krwista czerwień – spod rąk speca.