Retro Pan? Żaden fun.

Dziadu, Dziadu…Dziad jest zły. Dziad ma bardzo ostre kły. Wrócił znów na stare śmieci, aby wkurwiać młodsze "dzieci". Zgolił wącha, zmienił look, spieprzać wreszcie on by mógł. Wciąż spogląda patrzałami jak nietomny i naćpany. Czeka Piernik na fanfary. Wszędzie widać jego zarys. Krąży, pęta się bez celu; oby cicho i bez szmeru. Niepotrzebny już mu kompas. Do odbicia swego stąpa: "Lustereczko powiedz przecie…" Zerka i głupoty plecie. Na fotelu grzeje zada. Lubi sobie Dziad dogadzać. Wałkoń, nierób, migacz, leser…Wszak niedługo. Ku uciesze.

Eskapada… i znów blada!

PKP – istna zakała – jak już wcześniej wspominałam. Długa droga do stolicy jednak im to bez różnicy, bo pasażer żyw dojechał. A brak klimy? Ups! Miał pecha. Przecie nic mu się nie stanie…Takie właśnie czcze gadanie. Pierwsza klasa – dawaj forsę a warunki będą gorsze. Jaki reflektujesz przedział: zapach fajek, może śledzia albo „czystej” toalety? Oh! Nie mają takich niestety. W tym sezonie wielki skwar, więc w pakiecie kilka par: odór szamba, tłuszczu, potu…Na wycieczkę Pan już gotów? Jeśli kolej nie w Twym guście a wręcz marzysz o rozpuście, wybierz podróż autokarem. Oczywiście nie za karę gdyż warunki lepsze nieco. Ba! Nie śmierdzi nawet cieczą (a to z braku jest szaletu). I nie rzucaj epitetów – postój busa przewidziany – raz jedyny w miejscu nieznanym.

Jak spuentować ową notę…? Zapierdalaj na piechotę!

Dom handlowy – Lachon zdrowy!

Supermarket – wybieg mody. Marne sobowtóry Dody. Bezwstydnice, wycieruchy – zamiast chodu – kocie ruchy. Na zakupy toples idą. Przodowniczka – zwana gnidą. Suką, dziwką, kurwą, szmatą tak kumpeli się odpłacą gdy podkupi nową lejbę: " Weź nie igraj ze mną bejbe". Polowanie na podróby. Diora, Chanel sprawi luby. Wyuzdanie w pełnym składzie, miot się smyra na paradzie kiczu, lansu i szkarady: "Sorry pasek jest od Prady!". Pochowane Gps-y by czas znaleźć na ekscesy. Przecie w Centrum to radocha, może któraś się zakocha lub wyhaczy niezłe ciacho – kilka wpadło w oczy gachom a po sklepie z takim gościem…lepiej jej fanfary wznoście.

Rezydentki pawilonu od pilniczka do welonu, całe życie w owym sklepie…bo tak spędzać czas najlepiej.

Gdy na plaży człek się smaży.

Upał, skwar jak na patelni wytrzymują tylko dzielni. Im to piekło nie przeszkadza – zamiast skóry węgiel, sadza. Na denata do oporu by nabawić się errorów. Raz na plecach, raz na brzuchu, marsz do wody – tyle ruchu. O! Bliźniaczki mają wzięcie. Jedna drugiej robi zdjęcie; na tle morza i na piasku, przy Toi Toiu, na Tomaszku (przy czym owa bratnia dusza zanik stroju wciąż wymusza). Po sąsiedzku starsza pani a gówniarze dwaj nadziani wyrywają młode dziunie by, co nieco się naumieć. Słońce świeci ponad miarę na spryciarza i cwaniarę – obłożeni filtrów chmarą teraz słońce w dupie mają. Pan od słynnych jagodzianek, co kilometr ma przystanek, gdyż wołają tęgie grzbiety chłonne słówka i repety. A co w morzu? W morzu dzieci, kilka mew i sterta śmieci, lecz człek pływa, w piłkę grają, moczą stopy, mocz oddają. Ratownicy w dłoń lornety, nie na wodę – na kobiety wzrok ich pada – a wyzwanie to nie lada…

Wszak gdy przyjdzie nocna pora, trza spakować się, bachora wtem do sklepu po maślankę zadbać o spaloną tkankę.