Małolata, gdzie twój tata?

Pędzel, lustro, wiadro wody – to zaprawa – będą gody. Tynk, gips, szpachla… Jest tapeta. Szuka Lachon dziś faceta. Lecz nim pościg zacznie gąska, skupia oko na podwiązkach gdyż coś trzymać zad jej musi, nim na drinka ta się skusi. Brąz? Nie brąz. Przy niej za blady, więc odkłada do szuflady. Może róż? Zbyt niewinny. Potrzebuje kolor inny. Myśli i używa głowy. "Cóż bez majtek będą łowy." Trzeba grzywę przyozdobić – parę strąków farbą dobić: "Jak odpadną nowe kupię, ja centralnie mam to w dupie!". Wyraz twarzy – jak przystało – wary w przód i trzepot gałą. Bucior, płaszczyk i waliza. Na parkingu czeka dyliżans. Jeszcze perfum, jeden, drugi, błyszczyk w dłoń i damskie szlugi. Po dniu całym w toalecie: "Zróbcie miejsce moje ciecie. Idzie jej wysokość, Pani". Cel obrany. Dziś nadziani. Przed budynkiem zrzedła mina. Smutny cyc jej i wagina. Przeliczyła się dziewucha. "Czemu nikt mnie nie wyrucha?"

Mam ja na to dobrą puentę: Eldorado już zamknięte.

Czas na czas mówić pas!

"Boże, jak wspaniale idę do teatru. Pięknie słonko świeci, nie ma nawet wiatru. Drepczę powolutku, sporo czasu jeszcze. Na myśl, co przede mną – przechodzą mnie dreszcze! Wchodzę głównym wejściem i czekam w kolejce… Zaraz zapraszają! Szybciej! Ludzie, prędzej! Siadam w drugim rzędzie bardzo podniecona, spijam dużą kawę, cały czas wpatrzona. Nagle – co za peszek – muszę do Wc-eta. A gdzie tu do cholery jest damska toaleta?! Znalazłam już kabinę i czekam znów w kolejce… Zaraz nie wytrzymam! Szybciej! Ludzie, prędzej!

W końcu. Co za ulga. Wracam do fotela. Z tyłu słyszę piski "cichego" wielbiciela a na scenie akcja od dawna już się toczy. Połowy nie widziałam – nic mnie nie zaskoczy. Wszyscy ludzie wstają, jest ich coraz więcej. Pan mówi, że przerwa. Szybciej! Jezu, prędzej! Idę do bufetu przegryźć coś na szybko. Obok miła Pani częstuje świeżą rybką. Ładnie jej dziękuję, na mnie czeka kawa. Wołam na kelnera, bo słyszę jakieś brawa. W mordę, koniec przerwy! Szukam w torbie portfela. Ruszaj się kobieto! Po prostu zapierdzielaj!


Zdążyłam na owacje i do tego na stojąco. Od klaskania w dłonie zrobiło się gorąco. Aktorzy już dziękują, gasną światła w sali. Z nadmiaru emocji muszę sobie zapalić. Macam po kieszeniach, ognia nie ma wszędzie! Kiosk do osiemnastej! Spieprzać! Ludzie, prędzej!"




… i dlatego tak się cieszę, że ja nigdy się nie spieszę.

Bycie passe ambarasem?

Czym jest styl? Styl to sztuka. Swego stylu trzeba szukać. On wyssany z mlekiem matki. Nadgorliwej czy wariatki? Bez znaczenia. Styl to klasa. Mieszaj smaki jak Okrasa. Miksuj cienie i kolory. Stwarzaj farsę i pozory. Kotłuj zgubę, wstyd, doznanie. To, co cenne niech jest tanie. Twórz reakcję z cudzych oczu. Wyobraźnią zaowocuj. Upleć fason w różne gusta. Niechaj moda będzie tłusta. Niech wypływa estetyka, gdy z tandetą się boryka. Spieniaj wzory i metodę. Nie daj formie skonać głodem. Permanentnie płyń pod prąd. A brak stylu… Czyż to błąd?