Gdy hetera zejdzie do zera…

Mówią na nią: Zimna Suka. Ofiar losu sobie szuka. Wpada, kiedy ma ochotę. Stwarza chaos, daje robotę. Wszędzie pełno jej efektów. Jest nieufna, żądna respektu. Wciąż się bawi termometrem. Kojarzona z ciepłym swetrem. Nieprzeciętna, zawsze biała, do historii się wpisała. Czysta, mokra, jednolita. Często ostra z niej kobita. Bezlitosna, zjawiskowa. Pełna szronu jest jej głowa. Nieprzekupna, rozjuszona – gdy po wszystkim – doceniona. Daje rozkosz, daje dramat – taka z niej zawiła Dama. Jest kapryśna, zmienia klimat – proszę Państwa – oto Zima. Znana Nam, Królowa Śniegu nie przestrzega kilku reguł – od tygodnia grymasiła… Znów kierowców zaskoczyła!

 

 

„A ja wolę krzyż i mole!”

Moher patrzy, moher śledzi, czyta w myślach, potem bredzi. Wie gdzie krótsza jest kolejka, kiedy wrzeć ma, kiedy stękać. Częstotliwość zna radiową, wózkiem śmiga brawurowo. Moher – strażnik swego krzyża, on pilnuje, on ubliża. Marketowy karateka – najpierw wali, później czeka. Wyuczony aktorzyna. Miejsc przy oknie to fascynat. Pierwszorzędny ławki bywalec. Wskazujący moherpalec. Znawca młodych i kultury, dwóch sitcomów, Łysej Góry. To rezydent kiosku ruchu. Beret o genialnym słuchu. Terminator w autokarze. Łowca przecen na bazarze… Dzięki czemu w nim ta siła? Powiem Tobie moja miła: miłość bliskich, wsparcie księdza – do działania to napędza!

Jest kolizja, jest prowizja.

Znowu kraksa gdzieś na pasach a tłum patrzy, a tłum hasa. Krążą wszędzie jak te sępy – łaknie akcji ich łeb tępy. Wyciągają telefony: „Dzwoń do Stacha, dzwoń do żony! Będziem bredzić, puszczać plotę, zrób więc szybko dobrą fotę!” Ktoś aparat nosi przy sobie: „Mam, to przecie zdjęcie zrobię. Ino w miastowej gazecie, mego dzieła użyjecie.” Przepychanka, rękoczyny skutkiem założonej szyny. Na najlepszy kadr zawody – tu zbliżenie, tam podchody. Dla zmęczonych, wygłodniałych stanowiska dwa powstały: hot dog, budka z alkoholem, namiotowe też jest pole. Wszyscy chcą zobaczyć zgona… Wobec tego wznieśmy toast!

W sieci porno… Wszystko wolno!

Piękne buźki, same Asy – to perełki z Naszej Klasy. Nagich zdjęć już cztery strony, plus różowe kuce Pony. Nowe majtki, biustonosze: „Chcesz zobaczyć jakie noszę?”.  Kabaretki za kolana – córka i jej „młoda” mama. Wyuzdane i wulgarne, kiczowate, sprośne, marne. „Kaloryfer, biceps, klata – pręży się mój sexy tata. To, co lubi – rwać kobiety, lecz żonaty jest niestety”. Ja na stole, ja w plenerze – byle facet mnie nie bierze. Moja babcia po liftingu a to wczoraj na castingu”.
Nibylandia, Szkoła Lansu, wielbiciele szpilek, vansów. Podstawówek ma od groma…
Można tam ze śmiechu skonać.

 

 

Boli gnat więc sto lat!

Puk, puk, puk… Kto, tak puka? A! Ćwierć wieku mi dziś stuka. Wali do drzwi bez wytchnienia: „Otwórz wrota, nie bądź cienias!”. Nie potrzeba, to pomyłka… „Nie kłam, rusz kawałek tyłka, darmozjadzie i nierobie!”. Dobra, więc ja życzę sobie: śmiech na sali, śmiechu warte, śmiech na weekend i we czwartek. Kolor zawsze – odrobinę –  bez koloru wręcz ja zginę. Humor także reflektuję. Same piątki, żadnych dwójek, (choć już dawno po maturze) i by częściej ścierać kurze. Niech pochłania mnie satyra. Nie chcę wcześnie wstawać z wyra. Zamiast torta, wolę kurczaka, sos czosnkowy, czteropaka. Pragnę w końcu iść na sanki i budować z piasku zamki. O! Być miłą dla Mohera! Nie, już lepiej się użerać. Więc niech zawsze będę mną: dobrą, wściekłą, głupią, złą. Tego łaknę, życzę sobie – darmozjadzie i nierobie!