Przygotuj zbroję, gdy więcej niż dwoje!

"Hakuka i Kalniak poszli na truski. Mijając kozy i leśne brzózki, podeszli a propos "Pod gryfy" (do pubu), na szklanę browara i gadu, gadu. Nie było frytek, lecz siedział Fikar: ręce zajęte miał od dwóch gitar. De facto, przy barze Penis przygrywał – w ogóle, ej, co nie – gdzie on nie bywał. Ambicje, teorie, te ciepłe ciasta… Kurdel i Serio to jego kasta. Barman wciąż słuchał owego Fallusa, aż w końcu, nareszcie przyzwał Konusa. Konus, ów dobry kumpel Penisa – wszystko mu dynda, jak również i zwisa. Zna też historię słynnego Kotleta, co jego zbrodnię zleciła kobieta. Kalniak był szefem, bo śmierdział kałem. Hakuka – podlotkiem i głupim wałem. Jednak razem tworzyli parę, by spłodzić największą na świecie Warę. Potrzebna do tego im była Parówa, dwa kurze jądra i zgoda Sir Rówa. Rów. Najważniejszy. Wszak rządził jak Dupa. Jednak siostra Kalniaka – Wysokość Kupa – zrobiła, co trzeba i wyszła z ukrycia. By pomóc kolegom zaczęła od srycia. Sryła i sryła… Wnet Rów się zgodził, lecz wtrącił trzy grosze i strasznie nasmrodził."

Stara gąska nie spod Śląska.

Ciemne oko. Pudru tona. Znana jako doświadczona. Nie zgadujcie czy dziewica. Małoletnia uczennica. Włosy długie. Doczepiane? Kolorami nakrapiane. Róż na kości policzkowej – ona tak wygląda „młodziej”. Barwa skóry – odcień kału – nie starzeje się pomału. To spódnica jest, czy gacie? Zaskoczenie na facjacie. Pazur ostry, kilka cali – jak się złamie, w mordę wali. Brokat, cekin, srebro, złoto – oby błyszczeć. W sumie po to. Choć z ledwością stawia kroki – obcas cienki i wysoki. Kolor kurtki razi w oczy, ale ona dumnie kroczy; na solarium się wybiera, bo od wczoraj zbladła cera. Krem na zmarszczki wtem poleca… A to przecie jeszcze dzieciak. Chce laptopa i chce kasę. Pfff… Nauka? Toż to passe. Ona rząda. Nie, nie prosi. Ma też hasło, które głosi: „Zamiast lalek są iPody a dzieciństwo wyszło z mody!”

Bezkarna Diva – inicjatywa.

W marcu jak w garncu a w garnku ziemniaki. Na niebie zła chmura, srające ptaki. Niżej i niżej drzewa korona. Na smukłej gałęzi Gil właśnie kona. Nikt mu śpiewa, nikt się nie modli – znajomi z iglaka – bezczelni i podli. Pod badylami wspomnianej stypy, siedzą na ławce mizerne typy; lica zapadłe i łysa glaca – leczą w plenerze żale swe, kaca. Tuż niedaleko posępnej pary, dziecię matczynej doznaje kary: "Koniec Play Station! Play Station koniec!" (smarkacz za chwilę we łzach utonie). Przygląda się temu bacznie staruszka, gryząc protezą nerwowo opuszka. Po kilku minutach męczącej zawiechy, wraca do domu nakarmić bebechy. Za rogiem hacjendy, tej siwej pani – sklepik z żywnością – ot, bardzo tani. Wiele, oj wiele klientów budy, nie schodzi z nocnika, wszak tylko kot rudy, znosi świeżość i zapach ów żarcia, bez zbędnych torsji i bez zaparcia. Właściciel zwierzaka i tępej kury, łata od roku bezdenne dziury, bo to zadanie od wioski zwierzchnika – dawcy przykładu i dawcy plemnika. Widmo aleja, rondo i przejazd. Beton i smoła, smród, czarny dym… "Obywatelu, uporaj się z tym! Potrzebujemy prze autostrady, by wpaść na salony, by kupczyć u Prady. Co z tą ulicą, co z tym asfaltem?" -  rzekł i spadł z konia jak Bonaparte.

Karateki z disco – teki.

… nóżka w lewo, nóżka w prawo i już biegnie skocznie, żwawo, by doręczyć tulipana dla tej Pani czy też Pana. Jednak spóźnił się dwie doby, gdyż nabawił się choroby; monstrualny kac go smyrał. Zwalczył ledwo. Się natyrał. W międzyczasie strugał, kleił – tak, by wszyscy oszaleli. Rzeźbił kwiatka przez pół nocy. Teraz dumnie może wkroczyć, obdarować i dać dyla, by ten ważny moment, chwila uczyniła go Mocarnym – Królem Disco Pięści Twardym. Owa ręka umięśniona, będzie widnieć wciąż na stronach grubych policyjnych akt. Okrzyczany kark. To fakt: pod oknami wyją koguty, leją wszędzie Absoluty, w radiu płynie jego ksywa, tłum do niego się wyrywa… Ważny, hardy, pewne siebie – chwała jemu, plus lat dziewięć.

Etat w dechę – czas na krechę!

„I am extra, wypas lala. Swoje IQ mierzę w calach. Wiem to samo, co Ty wiesz. Mam git furę, look i kesz. Lubię hałas, głośną muzę, robię zamieszanie duże. Rządzę w szkole i na mieście – nie poznałeś mnie Ziom jeszcze? Dyryguję też w kiblowni, bo w ogóle wszyscy love mi! Stare krowy wręcz zazdroszczą, że ja bzykam – one poszczą. Ciągle śledzę w modzie trendy, by zatkało inne mendy. Uwielbiają mnie chłopaki… Puszczam im czasami fucki, lecz to mały flircik, gra, bo niełatwa bitch – to Ja. Tak poza tym mam maturę ( po zużyciu kilku gumek), zakupiłam z drugiej ręki, gdyż nie zniosłabym tej męki. Nie, że wcale – I have pracę, a załatwił mi, eks facet, lecz wróciłam znów do lodów – źle pilnuję samochodów. Co wieczorem? Nocą disco – się zabawić musi Pannisko. Wyrywanie i ten tego… Prze nie robię, ej nic złego: tu drineczek, tam bajera i spłukuję ich do zera. Wykształcenie? Zawodowe! Smażę mega placki zdrowe. A czy znam, jakie języki? Po, co? Co, nie? Ja mam wtyki! Chcę zarabiać, słuchaj krocie. Leżeć, pachnieć – never w pocie! Tak się nie da?! Weź się Panie, moje dupsko nie jest tanie! Chyba Ty ubliżasz mi! Oto Kolo me CV”.