„Rzucanie mięsem, jest dziś przestępstwem!”

Niech to kule wszystkie biją, niech to dunder świśnie, będziesz długo w pierdlu siedzieć, jak mi tak pociśniesz. Idź do diabła zatem człeku. Na rany Chrystusa! Kurza stopa. Odwłok węża. Odejdź do lamusa. Psiakość, psiamać, jasny gwint i motyla noga! Co dla Ciebie jest sufitem, dla mnie to podłoga. Świńskie ucho, kozie suty i dwa pierdy strusia. Jak nie możesz, to nie możesz, choćbyś nawet musiał! Kurna Olek, w mordę jeża, na jasne kominy. Nie udawaj, niech Cię skręci. Poczuj się do winy. Niech Cię kopnie gęsi stado i zadziobią szpaki… Zmykaj szybko i czym prędzej gdzie zimują raki. Bujaj wrotki, turlaj draża i lekkie obyczaje, pamiętając, że dziś grzesznik nie zabiera, tylko daje. Kurka blada, kurka wodna, nawet kurka siwa… „Brnij w cholerę, żeś wulgarna a notka obraźliwa!”

Jaki stan, taki plan.

Realizacja! Realizujmy, by zrealizować realny plan. Taka relacja, że rywalizują tęga Panienka i niski Pan. Niech wykonanie wykona się samo i wykonalny wykon zakończy. Niech produktywna będzie produkcja i z produktami produkt połączy. Materializacja zmaterializuje niematerialny materii kształt. Jeśli materiał materiałowy, to nie na sprzedaż  – przeciwnie – out! Urzeczywistnienie wręcz rzeczywiście z rzeczywistością omija rzecz. I w rzeczy samej między palcami przeciekać  będzie niczym ta ciecz. Wtem błąd na błędzie, między błędami, z lewej na prawo błądzi ten błąd… Lecz tak naprawdę, kogo obchodzi, że na tym błędzie wystąpił błąd?!

Szczypta czarów na portalu.

„Cześć, poklikasz ze mną śliczna? Bardzo wręcz nalegam a zobaczysz, jaką bajkę zaraz Tobie sprzedam. Czego szukasz na portalu? Związku, przyjaciela? Zadam jeszcze parę pytań: jak mija niedziela? I skąd piszesz moja droga, ile liczysz wiosen? Powiedz, może żem za stary, powiedz szczerze proszę. Widzę, że gustujesz w alko, chcesz szklaneczkę spirytusu? A, nie pijesz, tylko browar, no to bez przymusu. Ja abstynent pierwsza klasa, bo wódka, to dla dzieci. Nigdy bębna mieć nie będę! A, jak mała leci? Gdzie pracujesz, co porabiasz, opisz się w ogóle… Chcę Cię poznać i zobaczyć, pocałować czule. Włącz kamerkę, pogadamy, chcę usłyszeć głos jakim będziesz do mnie szeptać… Eh, cokolwiek, coś… Jak malujesz swe pazurki, czerwony czy też frencz. Oh, uwielbiam damskie dłonie, je ubóstwiam wręcz. Czemu milczysz wciąż Królewno, czekam na Twe słowa. Weź nie traktuj mnie w ten sposób. Mam zacząć od nowa? Nie chcesz klikać ze mną, prawda? I ja nie chcę w sumie też! Na dodatek Ci ubliżę – brzydka jesteś, wiesz? Jam nabity i brzuch płaski, tłuszczu ani grama, najpiękniejszy w mojej dzielni – a Ty taka „dama”? Jestem fajny! Ej, dziewucho, pomachaj odbytnicą! Nie chce mi się z Tobą gadać. Spierdalaj czarownico!”

A więc wzięłam swoją miotłę, pożegnałam Pana, zawinęłam zada w górę… No i odleciałam.

Tęsknię za ciszą… Co z tą Krysią?

Krystyna – wspomniana sąsiadka – zamknęła okno na świat. Krok poważny wykonała, czekałam na to od lat! Dywagacji koniec nadszedł – prezent, taki na święta. Wszak z tym petem, coś złośliwa, uparta, nawet cięta: w mej komnacie wali szlugą, jak w klubie pokera. Palacz bierny w swoim domu. Poszarzała cera. Przypuszczalnie ciężko zniosła, ten pokaźny czyn. Jednak serce ma gołębie, dumny z matki syn. Jam też dumna, wszyscy dumni, parapet i roleta. Cierpi Krysia, o mój Boże! Biedna ta kobieta… O nie, nie! Oj, niestety! To nie jest happy end. Teraz Kryśka wyczaiła do gawiedzi inny sprzęt. Telefonik. Stacjonarny. Długi kabel on posiada. Dzięki niemu „Zaściankowa” pali skręta… No i gada. Robi przerwy oczywiście, by przyrządzić paszę, siknąć, strzepnąć papierosa i przywitać kaszel. Kaszel?! Pieszczotliwie ów nazwano. Rzęzi ciągle, jak najęta, bo jej płuca nie przestają…

Co mi przyszło z tą Krystyną, czy to kiedyś minie?! Wiem na pewno, że tej babie potrzebny jest Cholinex.