Te urocze męskie krocze.

Zastanawiam się czasami, w sumie nawet częściej, co na stronach zapoznawczych oceniam, jako pierwsze. Chciałbym – jak wybrać mogę – spojrzeć wpierw na lico, wszakże, Ja nie w oczy patrzę, bo to majty krzyczą. Zawsze są na głównym planie – rządzą w tym albumie. Brak opisu, brak wszystkiego – slipki zaś pokazać umie. Poślad, udo, przyrodzenie eksponuje w trzech wymiarach – trzeba przyznać chłopaczynie, że się bardzo stara. Jak nie jedna top modelka wypycha biodra w przód. Suty, biceps, mięśnie klaty… Wypycha także wzwód. Się przebija przez monitor w oprawie Supermena, acz, gdy więcej do zwiedzania – obowiązuje cena. Za darmochę jedna fota, ale dopieszczona; w ulubionych, z pierwszej ręki, obcisłych pantalonach. Daje wręcz, że tak to ujmę – pisiorem po powiekach. Czyż to efekt photoshopa? Nie oceniam człeka; jego sprawa i interes, jego także gacie…

Najwyraźniej teraz się szuka po zupełnie innej facjacie.

Wigilia, mój Boże – Filantrop pomoże!

„Piszę ten list Mikołaju brodaty, gdyż wierzę w Twoje istnienie. Kupiłam ostatnio „Blaszaka” na raty i mam takowe marzenie: abyś miast pudła w czerwonej bibule, rózgi i wora słodyczy, spłacił ów kredyt, choć niewielką pulę… Czy mogę to sobie zażyczyć? Nie martw się proszę o biurokrację – Ja wszystko załatwię sama, bo przecież Naszą wyróżnia to nację: burdel w papierach, kolejki od rana. Wyślę co trzeba do dzianej Laponii kurierem z najszybszym susem, tylko mój Święty, weź nie zapomnij: rozlicz się także z Fiskusem!”

Piękny i gładki znajomy z klatki.

Sąsiedzi – skupisko obserwatorów. Plotkożercy pełną jamą. Zawsze chętni do spowiedzi. Nigdy gderać nie przestaną. Sekta z „drapacza chmur”. Osiedlowe GPS-y. Wiecznie czujni i gotowi. Jedno życie całej rzeszy. Jeden mąż, jedna rodzina, wspólne czworonogi. Solidarnie mierzą „nowych” od sufitu do podłogi: zestaw szpiega dawno nabyty – szklanka i gumowe ucho. Dla wybitnych ”paparazzi” – full lorneta pod pazuchą. Później zbiórka przy suszarni: suszyć będą czachę, palić fajki w kolejarza i wysączać flachę… Tak im mija dzień i doba, dobrych parę lat. Żyją czyjąś normalnością, sexem i wielkością rat. Urodziny czy Wielkanoc, w czasie reklam, w dni robocze, pod kasztanem, na schodowej… Stoi – wszędobylski poczet: wie, co lubisz, gdzie pracujesz, jak Twój „gad” się zowie, a przechodząc obok Ciebie już dzień dobry nie odpowie.

To nie jest wina Biebera Justina.

”Nie bądź jeleniem, łosiem czy świnią – zwierzęta są pod ochroną. Nie igraj z ogniem, gdy wszystkie mosty od dawna za Tobą płoną. Nie spijaj wódki, ni alkoholu – ot tak jest to osądzane, że naród pijaków, żuli, meneli – nigdy na nogi nie stanie. Nie trać pieniędzy, toż marnotrawstwo wydawać je bez przyczyny. Nie stój bez sensu, rusz swoje drogi – trza przelać dziś trochę benzyny. Nie kształć młodzieży i nie nauczaj, po co gimnazja i szkoły, gdy miast samych doktorów i inżynierów – analfabeci, ciecie, matoły. Nie obchodź urodzin, dni wolnych i świąt, przecie to bez znaczenia. Nie szanuj – broń Boże – swych bohaterów i ich dobrego imienia. Nie chwal się górą, lasem, jeziorem, stawem, mieściną nadmorską…

Po prostu posłuchaj, tak Ci doradzę: weź zejdź na ziemię i obudź się Polsko!”.

Zatrudniony – uziemiony.

Białe murzyny idą do pracy – taki wydano rozkaz. Białe murzyny zagrają w piłkę, choć gra nie jest warta stożka. Białe murzyny zrobią co trzeba – nie trzeba im za to dziękować. Białe murzyny się przystosują… O jakim stosunku mowa? Białe murzyny poświęcą czas wolny – wolno im przecie wszystko. Białe murzyny się nie wywyższają, wręcz chylą swe czoła nisko. Białe murzyny szanują pensję – pensję cudownie marną. Białe murzyny nie znoszą bieli, bo wszystko robią na czarno.