Woli postać taka postać.

W autobusie. W autobusie martwa cisza. Temu spływa, temu zwisa. Ten gaworzy wciąż przez „koma”. Ten sam zwie się ponoć Roman. Roman – młody gnojek, czort. Zna w pojeździe każdy kąt. Krzątanina – jego szajba. Kręci dobrze niczym Wajda. Ma scenariusz w małym palcu. Nowicjuszy i bywalców już namierza z kilometra. Entuzjasta „old school” swetra. Uchylony wobec ludzi. Trzyma linię, się nie nudzi. Przyzwoitość warta centa. Nieuprzejmy dla studenta. As wywiadu w imię szefa. Jego rewir – jego strefa. Nie przegapi żadnej gapy. Za plecami Wielkie Łapy. Nikt nie zdoła wymknąć zada. To nie strach… To nie wypada! Poważanie i estyma. Jemu znany kary wymiar. Nie porcjuje też dochodów – bez litości, bez powodu. Wszak, posiada nawet fana – on swym fanem – oto Kanar.

Muza dla Intruza.

„Ja Cię natchnę a Ty pisz – dam Ci nawet kartkę, dam też pióro, a na wenę podaruję ćwiartkę. Sprezentuję złote myśli i te umorusane, abyś wchłonął je w krwiobieg, poczuł się ich Panem. Wykorzystaj każde słowo – dosłownie, namacalnie i potraktuj je łagodnie albo wręcz wulgarnie. Lecz pamiętaj – pisz wyraźnie, tak bym przeczytała, jak przelałeś mnie na papier, kim się na nim stałam. Czy ubrałeś mnie w literki, czcionkę, akapity. Czy nadałeś styl i kolor papierowej świty. Czy żem gdzieś na marginesie, jako bazgrol i brudnopis zakopała się pod stertą Twych kuponów i czasopism. Zinterpretuj mnie starannie, niech me uszy słyszą, wtedy dowiem się dlaczego takie bzdury ludzie piszą.”

Funkiel nówka łamigówka.

Współczesna dziewczyna – jaka to panna? Pachnąca fiołkami i nienaganna? Kultury najwyższej, najmniejszej wagi? Bez torsji i gazów, wzdęć zbędnych, zgagi? Bez szpachli i gruzu na młodej facjacie? Bez zada po matce, klaty po tacie? Bez zamiłowań do trunku lub seksu? Bez cellulitu i bez kompleksów…? Czy może odwrotnie: woni parszywej, skłonnej do chuja i innych rozrywek. Lica z kolorem, wydatnych ust, cyca, co wszelki alkohol wciąż rozprawicza. Rozstępów cenionych, fałdy bliźniaczej, goszczącej Fast Foody, przydrożne sracze…

Czy owe przykłady wyżej wspomniane; fatalne, wytarte, ograne i tanie? Bez sensu, przekazu…

Gdzie morał i puenta? Gdzie mądrość życiowa? Gdzie riposta cięta?

Czyj to występek, grzech, błąd i wina, że nie wiem jak „hula” współczesna dziewczyna.

Krystyny imieniny.

„Imienny dziś Krystyna przypadają Twoje, więc daruję z tej okazji sobie owe paranoje: możesz charczeć, kasłać, grzmocić – ileż płuco przystanie. Możesz kurzyć, ćmić, popalać – nim wykopcisz trefne faje. Możesz trąbić, wyć i huczeć ze znajomą z okna, nosić futro podziobane, możesz być okropna…

Zresztą przecież możesz wszystko, wszystko możesz Krysia, lecz pamiętaj sąsiadeczko, że to tylko dzisiaj!”

Pełen Mend Second Hand.

Uwielbiam szmateksy i kocham szperać, węszyć, polować na stroje, lecz są takie dni, że do ciucholandu wejść po prostu się boję: dzień to dostawy i dzień gdy cena zahacza dosłownie o grosze, jednakże wtedy tłumy najdziksze czynią największą wiochę. Dziś konsekwentnie, po raz kolejny opadła mi krzywa jadaczka, widząc jak Panna innej Panience – cóż – przyjebała z żółtego wieszaczka. Bez zbędnym przeprosin, bez pardon, bez sorry poszła przebierać dalej, druga zaś w duchu, pod krogulczym nosem, wymamrotała swe plugawe żale. Doznałam wstrząsu, szoku, zdumienia (co doznać powinna ofiara), ale wstąpiłam na pole bitwy – nie będę się przecież wieszakiem jarać. Wówczas wsiąknęłam w odzieży ławicę zmierzając ku letnim sukienkom, gdzie nieświadoma ryzyka i guza, zderzyłam się czachą z krwiożerczą Panienką: spojrzała na mnie spod gęstej grzywy, machnęła półrocznym odrostem, drasnęła koszykiem, po czym odeszła… Eh – pomyślałam – Postęp!

Jako, że wyszłam z owego zajścia ciut obolała, acz z „nową” szatą, postanowiłam dobić się bardziej piątą – z dwunastu – spłaconą ratą.

PS. A Panna od srogiego wieszaka, to niech się lepiej cyka, bo ostatnio modne bardzo wypadanie jest z kocyka.