Trafiony – zatopiony!

Lachony… Lachonów coś mało. Lachony wcięło, wzięło, wywiało? Białe kozaczki ulicą nie kroczą (oko na trochę może odpocząć), zero akrylu i bladych ust… Nigdzie nie widać wspomnianych „bóstw”. I gdzie się podział ten frywolny styl – styl „chędożyć bobra przez kilka chwil”. Styl syntetyczny i goło-dupny – tu nieodpłatny, tam kradziony, kupny. Styl wielce rasowy poważnej Dziuni, której wciąż w duszy gra oportunizm. Styl na blond treskę, na jeźdźca, na Diora… Styl w sumie na wszystko, bo zawsze skora. Gdzie jest ten trend, ta moda, ten smak?

Zamknięty w solarium – przed zimą – a jak?!

… a ktoś famę zwęszył, że straszy mądrzejszy.

Ręka, noga, mózg na ścianie…

„Ustąp miejsca starszej, chamie!” – ot, seniorka „prosi” szczyla, by spod okna dawał dyla. „Jak Cię wychowała matka?! Na to w biblii jest parafka!! Pętak, smarkacz z piekła rodem! Nie za młody na wygodę!? Nauczałam takich gnojków – mało we łbach, mniej w rozporku! Ja nie jestem elokwentna? Ja to sobie zapamiętam! Ty bękarcie, gdzie Twój ojciec – pewnie ciągle w innym „porcie”!! Ja Ci w dupie poukładam… Teraz z drogi, bo wysiadam!”.

Nosa wetknie, zada wetknie, zdąży zagryźć i pojęczeć. Tu obrazi niewłaściwie, tam obrazi adekwatnie, a to wszystko – bo jej wolno – i do tego nieodpłatnie.

„Na co zgodzi się kobieta w imię miłości”?

W imię miłości wybaczy zdradę: obcą bieliznę, obcą pomadę. Z pościeli zapach kochanki spierze. Poczucie wartości złoży w ofierze.

W imię miłości zniewagę przyswoi, da się obrazić i da się zgnoić. Obelgi, to norma – nie czułe słowa – nikt wcześniej w ten sposób jej nie adorował.

W imię miłości sińce zasłoni, kolory tęczy na duszy i skroni. I choćby nawet z bólu zasłabła, najbliższym oznajmi: „Na szafę wpadłam…”.

W imię miłości uwierzy w bajki, że partner ma wyjazd wnet na Suwałki: opuszcza Księżniczkę – jedyną na świecie… A gdzie się wybiera? Już dobrze wiecie.

Istnieje też miłość inna niż ślepa – prosta jak drut i konstrukcja cepa. Objawia się zgodą na kumpli i mecze, na czteropaki, pochodne ciecze. Na brudne skarpetki za łożem małżeńskim, na seks odbębniony i tyłek ciężki. Na drobny flirt – nie orgię z inną. Na to, że wciąż nie czuje się winną. Na dłoń pomocną – nie twardą rękę. Na ślady malinki – nie krwistą pręgę. Na delegację „stąd” po Laponię…. Na to, by On nie znaczył – koniec.