Ostatnie ogniwo – piwo.

Zimny Browar – magiczna mikstura – jedno wspomnienie i już gęsia skóra. Serce łomocze, pęcherz przybiera, oczy czerwone, czerwona cera. Dłonie dygoczą, wątroba się zmaga, nadchodzi szajba, mija powaga. Apetyt rośnie – w głowie fast foody, wszyscy są piękni, zabrakło nudy. Podwójna radość, podwójna wizja, miast skąpstwa – szczodrość – w barze prowizja. Dzika rozpusta, kulawe tańce, szalet zdobyty – nie Pan na bramce. Droga powrotna – slalomem – trzy mile. Rano pobudka…

Eh, przecież nie piję.

„Ewa nie spadła z drzewa…”.

1. Hej Zbigniewie, hej Zbigniewie – oświadczyłeś się dziś Ewie, ale Ewa już nie żyje, zabił śmiechem Ją Twój stryjek.

Ref: Stryjek Jan, to morderca, zrywa boki, jest bez serca.

Stryjek Janek – krwawy John – lepsze ciacho niż James Bond.

2. Ewa, Ewa, tylko Ewa – dla niej sprzątał, dla niej śpiewał, ale Ewa już nie żyje, zabił śmiechem Ją chuj – stryjek.

Ref: Stryjek Jan, to morderca, zrywa boki, jest bez serca.

Stryjek Janek – krwawy John – większy sprzęt ma niż James Bond.

3. Wciąż za Ewą wszyscy płaczą. Ksiądz w żałobie chodzi z tacą no, bo Ewa już nie żyje, zabił śmiechem Zbycha stryjek.

Ref: Stryjek Jan, to morderca, zrywa boki, jest bez serca

Stryjek Janek – krwawy John – szasta kasą jak James Bond.

4. Zbigniew w końcu się pociesza, w jego łożu dziewcząt rzesza, gdyby Ewa jeszcze żyła, Ona by go pocieszyła.

Ref: Stryjek Jan, to morderca, zrywa boki, jest bez serca.

Stryjek Janek – krwawy John – częściej bzyka niż James Bond.

5. Stryjek Jan, stryjek Jan, na sumieniu Ewę ma, przecie Ewa już nie żyje, Krwawy John za błędy pije.

Ref: Stryjek Jan, to morderca, zrywa boki, jest bez serca.

Stryjek Janek – krwawy John – zachlał się, nastąpił zgon.

Akcja – reakcja.

„Kici, kici. Kici, Kici” – na podwórku dwa kocury: jeden lekko poczochrany, drugi siwo-blado-bury. Czają, łaszą się niezmiernie, ocierają grzbiety – poszukują szybkiej, chętnej, nieodpornej kot – kobiety. Wywęszyły, więc niebawem kąsek całkiem świeży, teraz miauczą, debatują, jeden aż się zjeżył. Ostrzą pazur na kocicę przy miseczce mleka – siedzi, ogon podkuliła, na repetę czeka.

„Zapolujmy mój kolego na tę sexi kotkę – Ja ją wyrwę na Łaciate, Ty postawisz szprotkę.” – podążyły czworonogi w kierunku ofiary, niosąc w mordzie wymuskanej ów wspomniane dary.

„Cześć kiciunia, witaj kizia, piękny masz ogonek i futerko takie ciepłe, że aż klakier płonie. Mamy drapak, żwir, kuwetę w samym centrum miasta. Z dachowcami nie trzymamy – pers to nasza kasta. Twój szczęśliwy nastał dzionek – podeszliśmy My…”.  Lecz kocica niewzruszona: „Nara, wolę psy.”

Teatr vs. mecz – dylemat precz!

Teatr, to widowisko i mecz, to widowisko, lecz wolę deski sceniczne niż szare boisko.

W teatrze grę ogląda Polska i na boisku grę ogląda Polska, wszak pierwsza jest zawodowa, druga amatorska.

Do teatru uczęszcza człowiek współczesny, na mecz uczęszcza człowiek współczesny – w teatrze kontakt wzrokowy, na meczu cielesny.

Na scenie choreografia i na boisku choreografia – na scenie trafiona, na boisku – nie trafia.

W teatrze publiczność wydaje okrzyki i na meczu wydaje okrzyki – w teatrze noszą szale, na meczu szaliki.

Na scenie epizodów gama, na murawie epizodów gama – łączy je jedno – komedia i  dramat.