Od wyboru, do koloru.

Ona z bułką, On z parówką poszli do kasyna. On – rozgrzany jak węgielek, Ona – całkiem sina. Głodni siebie, nienażarci zaczęli się ocierać. Mlaskać, trawić… W końcu Ona: „Zagrajmy w Pokera”. On ucieszył podniebienie – takie plany knuł, więc wyłożył w mig z rękawa karty swe na stół. Ona widząc jego Asa, nie myślała zwlekać i zmieniła szybko zadnie: ”Cóż, wolę Blackjack-a”. On – zdziwiony jej wyborem, wybiegł zły z kasyna, by poszukać – tak jak chciała – na dzielni murzyna. Znalazł szybko osobnika i opuścił klub, mówiąc jej na pożegnanie, że pachnie jak drób. Ona się tym nie przejęła, podgrzała bagietkę. Jacek spluwę naładował: „ Spróbujmy w ruletkę”. Ręce drżały jej nerwowo, nie bała się ślepaków. On namierzył cel i strzelił bez wahania znaku. Ona śmiało, wręcz frywolnie podciągnęła kiecę. On zobaczył „damę czerwo” i oznajmił… Lecę.