Na haju w nie-tramwaju.

Jadę, pędzę autobusem – miejsce mam stojące. Z prawej suty po czterdziestce, a po lewej prącie. Przodem stoi i się klei dzieciak z lodem w ręku (jakby nie mógł owej gały wciągnąć na przystanku). Tyły dość zabezpieczone – z bliźniakami wóz. Prącie z lewej coraz bliżej, w sumie to tuż, tuż (gdyby młode genitalia – jakoś bym rzecz zniosła, jednak narząd ów na rencie i do tego prostak). Suty zaraz wybywają – znikną pierwsze troski. Pewnie śpieszą po cyckonosz – stop – namiot w promocji. Otworzono drzwi w pojeździe – zmiana pasażerów. Wsiadła banda po procesji, wysiadło niewielu. Jakieś włochy rozczochrane atakują potem. Gruba szyja obwieszona pozłacanym złotem. Wyrażają swoje żale mi nieznaną gwarą. Jest w powietrzu zawiesina przepełniona siarą. Jeszcze tylko dwa przystanki tejże strefy gazu. Gówniarz dalej zżera loda – nie widzi zakazu. Światła, kurwa, znów czerwone… Niech otworzą okno! Coraz bliżej już do celu, coraz bardziej tłoczno. Prącie czai się do startu – Ja mu wystartuję! Niechaj czeka na swą kolej jak jest takim… gburem. Kręci mi się trochę w głowie przez wszystkie opary. Po co zioło? Po co grochy? Takie czary mary!

Zajechała wnet „dżdżownica” na wyśnioną pętlę. Teraz jak się nawdychałam, to wysiadać nie chcę!

Nie lada: „Meneliada”.

Przybyli nietrzeźwi pod okienko,
Przybyli nietrzeźwi pod okienko:

Wołają, bluzgają: „Wpuść koleżko!”.
Wołają, bluzgają: „Wpuść koleżko!”.

Wybiły menele dwa okienka,
W t-shircie wyłonił się koleżka.

„O Jezu, a cóż to za pijacy?
„Otwieraj, nie bój się, my zza kraty!”.

„O Jezu, a co Was tu prowadzi”
„Odzyskać pieniądze żeśmy radzi,
Gdy spalim Twą chatę, już Nam pilno
Zobaczysz, jaką to pięść mamy silną..
A z pięści już droga jest gotowa,
Prowadzi prościutko do koleżki rowa”.

„O Jezu, a cóż to za kokieteria?”
„Otwórz no, koleżko! Gównażeria.
Przyszliśmy napełnić Nasze sakwy.”

- z dumy pękają głupie dziatwy.

„O Jezu! A cóż z Was za kutasy?”
„Otwieraj koleżko! Wyskakuj z kasy!”

- koleżka otworzyć nie raczył!
Stał na balkonie, sobie kozaczył…

„A ja przez tych cweli spać nie mogłam
Wybiła już dawno godzina okrągła!”.

I stoją nietrzeźwi pod okienkiem,
I stoją nietrzeźwi pod okienkiem…

Ktoś wezwał policję – cudnie, pięknie
Ktoś wezwał policję – cudnie, pięknie!!

Bywa różnie i … próżnie.

W próżni ojciec, w próżni matka,

Dłużni żyją na wydatkach

A, że bywa w życiu różnie

W łożu także mają próżnię.

Próżna córka wiecznie w próżni,

Bo się okres trzy dni spóźnił,

Na dodatek ją wyróżnia

Absurdalne imię – Próżnia.

W próżni dziad nastraszył wnuka,

Bo na próżno babki szukał.

No a babka nieposłuszna

Z tego słynie, iż też próżna.

Konto w banku stryj opróżnił

Teraz ma rachunek… w próżni,

Toteż się porządnie urżnął,

Acz wiadomo – również na próżno.

I tak w próżni próżny naród

Z  Żyrardowa po Ożarów.

Myśl przewodnia zatem słuszna:

Wszystkich Nas poróżni próżnia.