Baba Jaga Fashion Week.

Stoi w kolejce zła Czarownica.

Wszystko ją drażni, nic nie zachwyca

Marszczy swe czoło na cztery sposoby:

„Niekompetentni, same nieroby!

Żądam przeceny, rabatu, zniżki!

Miotły z napędem, wódy, podwyżki!

Liczę do… kilku i urok rzucam!”

- ciszę i spokój Wiedźma zakłóca.

Oczami przewraca, zębami zgrzyta,

Wydęty bęben wskazuje, iż syta.

Kapelusz zjedzony przez szczury nadworne.

Buty błyszczące, szpiczaste, toporne.

Żakiet w odcieniu zbrudzonej bieli.

(Jedni wierzyli, inni nie chcieli).

Spódnica za rzepkę od „Tego&Tego”.

Biżut na palach z kruka… czarnego.

„Niebawem pochłonie Was piekło wraz z diabłem!

W dodatku Lucek bieliznę też skradnie!

Zabierze basic-a, street fashion i young-a!

I usmażeni będzie, jak grzanka!

Wiec po raz drugi, liczę do … kilku!”

Długim paznokciem się drapie po tyłku.

Mamrocze pod nosem – odmawia zaklęcie:

„Pochwus kutasus!” – jest pierdolnięcie.

Nie minął sekundy nawet ułamek…

Zwiesił się Jędzy terminal. Na Amen.