Gary, gary losu…

Tłuką gary się nieznośnie, tłuką gary się dotkliwie: w kubku dawno coś wyrosło, choć do zlewu miał najbliżej. Patelenka w tłuszcz obrosła – przykrył ją treściwy smalec – teraz chamsko pokazuje swój środkowy, tęgi palec. Czajnik gwiżdże na te zwady i olewa wszystko wrzątkiem – jeśli ktoś mu dziś podskoczy puści parę na pamiątkę. Wałek w wała wiecznie leci, nie chce ciasta zgłębiać dalej, gdyż się później okazuje, że to kurwa był zakalec.
Chochla siedzi i tankuje, żłopie zupy trzecią misę, ów widelec też chciał chlapnąć wszak dla sztućców jest penisem. A nóż… kroi coś na lewo – pewnie jakaś czerstwą bułę, aby z roztopionym masłem wypatroszyć ją na spółę. Talerz leży na suszarce i jej suszy już dzień czwarty, bo zakochał się idiota w tym plastiku nie na żarty…
Rondel z kotłem się gotują, czarno te pichcenie widzą i bezsprzecznie, niewątpliwie głośną myślą: „ALE BIGOS!”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>