Show must kok on!

Kok na czole,
Na samym środku.
Sterczy jak maślak,
Od środy do piątku.

Niby to spontan,
Ten kok na czole,
A był już w planach,
Wczoraj wieczorem.

Kok zapleciony,
Na głowie się wędzi.
Najlepiej by dyndał,
Na czoła krawędzi.

Gdy wnet gotowy
Ów dziw na czole,
Ląduje z facjatą
Na znanej stronie.

Wszak kok na czole
Niech będzie jasność,
Zrobiony po to,
By wpaść na miasto…

I idą dwie z kokiem
Naprzeciw siebie,
Na pewno któraś
Kokiem zajebie.

Nie wiem więc właśnie
Czy koki są zdrowe,
Bo może nastąpić
Zderzenie czołowe.

Uda-wanka.

Leży na grillu sześć rasowych udek.
Jedno od reszty odbiega, bo rude.
Wszak udko ma w dupie co myślą – totalnie.
„Wolę być rude, niż kurwa czarne”.

Reszta odrzekła na te obelgi:
„Ucisz się żydzie, bo żydzisz panierki”.
Udko pasywne nie pozostaje:
„Na grillu inną religię wyznaję”.

Po tej ripoście zapadła cisza.
Wszak browar radler to wszystko słyszał.
I nie omieszkał wtrącić trzech groszy:
„Biedny ten człowiek co Was patroszył”.

Udka natychmiast zrobiły kontratak:
„Nie będzie Nas hańbić bękart z czteropaka!
Ty nawet upić nie umiesz baby,
Jesteś pedalski, za słodki i słaby!”

Chrum, chrum.

Przyszły świnie do koryta:
„Posilimy się do syta!
Pasza dzisiaj jest w promocji,
Nie ma diety – nie ma opcji!”.

Więc wyrwały w stronę żłoba:
„Locha, zobacz – ale trzoda!
Weź oblukaj tego knura!
Nos zadarty, jaka skóra!”

„Prosię Ciebie, pierdol samca,
Zaraz Nam opadnie bramka.
Nie ma czasu, chodźmy żreć!
Zdążyć trza rozjebać chlew!”

Żreć zaczęły oba wieprze:
„Żryj jak dzika, bo Ci wpieprzę!
Żryj podroby, żryj szczeciny…
Ej, maciora – wychodzimy!”

Zawinęły swe racice:
„Na wątrobę nic nie widzę.
Dodatkowo przypominam:
Klient Wasz Pan!”. Czyli świnia.