Wiocha pełną gębą.

… na co dzień mam styczność z bydłem, ponieważ pracuję w sklepie odzieżowym.
Wspomniane zwierzęta hodowlane, mają duże pole do popisu – rżą i pasą się swobodnie.
Czasami stoją jak te święte krowy, czekając, aż ktoś je wyprowadzi z błędu i patrzą spod byka, gdy jakaś świnia wepchnie się w kolejkę. W takich sytuacjach wystawiają rogi, robiąc z siebie… raczej jelenia.
Zdarzają się osobniki uparte jak osioł, na których nie działa nawet owa, cięta riposta:          „Na chuj drążysz temat”.
Wszystkie bydlęta sprawnie użyźniają glebę, twardo stąpając kopytami – kłusują, galopują stadnie, tudzież samotnie.
Wożą się woźnicą, by za chwilę na hasło: „Prr!” zaparkować pod stodołą.
W gruncie rzeczy jest sporo nawozu. Zwierzęta nawożą się tych wózków z Tesco, gdyż mają klapki na oczach i ciężko im dostrzec, że z takim zaprzęgiem nie wpuszczamy.
No koń by się uśmiał