Orkiestra gra!

Na koncercie w filharmonii

Wirtuozki grały,

Każda w innym dźwięku, takcie,

Wszak do jednej pały.

Pałka Pana Dyrygenta

Zwana też batutą,

Przez brzdąkania wirtuozek,

Zorała się suto.

Tamburmajor przerwał koncert,

Zamarła orkiestra.

Teraz pałką nie pofika,

Chyba do Sylwestra.

No i miast nadawać tempo,

Nadana jest renta,

Taka dola ów batuty,

Chciwego Dyrygenta.

PS.

Wszak niezdarne wirtuozki

Chcąc przygrywać jeszcze,

Nie czekając na oklaski,

Przejęły pałeczkę.

A, że pałek już zabrakło,

To w akompaniamencie,

Wśród dostępnych instrumentów,

Zagrały na flecie.

Pastwisko.

Ktoś zostawił w toalecie,
Parę kóz na ścianie.
Wysmarował nimi chamsko,
Tam wiszące panie.

Jedną nawet samopas,
Kopsnął pod sufitem…
Toż to trzeba się wykazać
Gibkością oraz sprytem.

Zbierz Pan kozy do zagrody,
Bo ich w kiblu pełno,
Jaką trzeba mieć kulturę,
No i jaką czelność?!

Wiem, że w nosie ma ten ktoś,
Iż się stadko pasie,
Bo chujowym jest pasterzem,
Wszak zacnym brudasem.