Para-stan.

Parawan – kawałek szmaty,

Co w piachu stoi od rana.

Leży za nim cycaty

Pan i żona ów Pana.

Parawan chroni przed gapiem,

A gapią się na nich wiecznie,

Bo palcem jeżdżą po mapie,

Non stop są na wycieczce.

Byli we Włoszech, w Brukseli,

Ostatnio nawet i w Tokio,

Choć tam się trochę nacięli,

Niezwykle gwarno i tłoczno.

Więc kciukiem stanęli nad morzem,

Polskim Bałtykiem czystym,

Sądząc, że o tej porze,

Spać jeszcze będą wszyscy.

Niestety o słońca wschodzie,

Turystów więcej niż w Tokio,

Zapomnieć raczą o wodzie

W tym roku już nie odpoczną.

Mapę migiem zniszczyli,

Lecz w sumie zostali – nie z niczym,

Parawan swój rozłożyli…

W publicznej piaskownicy.

Magia słowa.

Tak się zastanawiam, jak wielką potęgę mają trzy magiczne słowa: ostatnio,

idąc chodnikiem, usiłowałam wyminąć czteroosobową rodzinę, która zajmowała cały

polbruk.

Po próbie manewru, postanowiłam użyć jednego z tych „cudotwórczych wyrazów”.

Niestety, było to jakieś fatalne zaklęcie, gdyż wzbudziło ono niespodziewaną agresję.

Kurwa.

I jak tu nie zostać mordercą…