Można?

We wsi niedużej,

Kilometr od Krosna,

Dyndała w kroczu

Pokaźna moszna.

Właściciel znany,

Z uwagi na rozmiar,

Imienia dwa dano:

Bożydar Radosław.

Tak – dar to boży,

A żona radosna,

W jej rękach spoczywa,

Kulka rozkoszna…

Wszak razu pewnego,

(To była wiosna),

Na drodze szczęścia,

Stanęła sosna.

Weszła jak w masło,

I zaczął się koszmar,

Spuchła fatalnie.

Niewinna moszna.

Właściciel – sknera

Chcąc szybko, po kosztach.

On samoistnie,

Tej mosznie sprosta.

Okłady robił

W rumianku i octach,

Niestety dalej,

Moszna mu rosła.

Zaczęła pęcznieć,

Rwać – bezlitosna!

Chociaż agresji

Nie było poszlak.

Dla żony nie kłopot

Ów bańka miłosna,

Od Radosława,

W pizdu nie poszła.

I teraz każda

Stara zazdrosna,

Chce by jej chłopu

Też spuchła moszna.

Więc we wsi niedużej,

Kilometr od Krosna,

Na każdym kroku,

Stanęła sosna.