Wyznanie jedynaka.

Od kiedy pamiętam, to nie wiem…

Lecz zawsze wielbiłem tę liczbę jeden,

Zaczęło się w czasach młodości,

Poszedłem do szkoły – na Jedności.

Choć byłem skarbnikiem i znałem zaimki,

Z budy wyniosłem same jedynki.

Studia – wiadomo – szansy znikomej,

Więc pomyślałam: „ Raz jeden coś olej”.

Pracę znalazłem bez wprawy, zawodu,

Wynagrodzenie – jedynka z przodu.

I jakoś trwałem tak do pierwszego,

Wiedziałem, że starczy i żyłem tą wiedzą.

Lata mijały, egzystowałam sam, jeden,

Marzyłem, by w końcu poznać kobietę.

Chodziłem po barach, po dyskotekach,

Wszędzie widziałem w parach człowieka.

Jak w tej piosence, co Sidney nawinął,

Chciałem otwierać wino z dziewczyną.

A, że wakacje i wszyscy się pieprzą…

Postanowiłem wziąć pierwszą lepszą.

Zatem znalazłem jedyną, co skora,

Będąc prawiczkiem – upchnąłem pisiora…

To był raz pierwszy i chyba ostatni,

Jako jedyny – mam pięcioraczki.