O Ju-Su

Głodna żartu i satyry, szczypty pieprzu i krzty chilli. Smaku gorzkiej czekolady, garści sensu i ogłady. Chciwa luzu i dystansu. Przeciwniczka nudy, lansu. Żadna piękność długonoga, w zamian rozum ma od Boga. Wciąż uśmiechem nienażarta. Spławia pecha, chwali farta. Chłonna dziwactw, oryginałów, kiczu, szmiry i banału. Swym krytycznym okiem sądzi, trafia w sedno, czasem błądzi. Roztrzepana, też i skromna. Wzrostem mała, sercem ogromna.

Ekskramalnie.

Leży kaban,

Przy kabanie.

Cuchną wspólnie,

Na polanie.

Jeden smutny,

Okaz rzadki,

Drugi – model,

Twardy, gładki.

Trzeci – nieco

Zakręcony.

Czwarty – migiem

Wydalony.

Piąty – bobek

Zatwardziały.

Szósty – zakał

Nad zakały…

I rozmyśla,

Kadra wielka,

Jaka była

Nosicielka.

Jakie były jej

Jelita,

Że zmieściła

Się ekipa.

Jakie miała

Wiatry, gazy,

Wypróżniła

Tyle razy…

Każdy chciał być,

Jedynakiem,

A tu kuzyn,

Siostra z bratem…

Tak się życie

Potoczyło,

Rozwolnienie

Ich scaliło.

Bowiem razem,

Wszyscy w kupie.

Być musieli

W czarnej dupie.

Ręczna robota.

Jest takie coś,

Co w rękach kobiety,

Znajduję się rzadko

Lub często. Niestety.

Zależy w sumie,

Czy owa baba,

Do pościskania,

Chętna i rada.

Jeżeli gotowa

Jest i na siłach,

Pod nosem staremu,

Będzie tarmosiła.

W pełnym skupieniu,

Aż dojdzie do sedna.

Czeka na efekt

Nie ona jedna.

Gdy kulminacji,

Nadejdzie moment,

Wtedy ta chwila

Się staje przełomem.

Pełna ekstaza,

Lub zawrót głowy.

Takie to skutki

Ma… test ciążowy.

Super Moc.

Alkohol, to taka potęga,

Co zmienia stabilność człowieka,

Miast go postawić na nogi,

Ćwiartuje, huśta i sieka.

Ofiara już rozbujana

Przemawia w kilku językach,

Wtedy potrzebny translator,

By się z przekładem borykać.

Śmiertelnik na rauszu rzeczonym,

Ma obraz świata podwójny,

On jeden wie doskonale,

Czym staje się gwóźdź do trumny.

Istnieje wszak jedna zaleta,

Wręcz super moc jest nadana,

Pod wpływem magicznej cieczy,

Osobnik chodzi po ścianach.

Więc na jaw teraz wychodzą,

Fakty gorzkie i smutne,

Że każdy super bohater

Ratuje ludzkość po wódce.

Wyznanie jedynaka.

Od kiedy pamiętam, to nie wiem…

Lecz zawsze wielbiłem tę liczbę jeden,

Zaczęło się w czasach młodości,

Poszedłem do szkoły – na Jedności.

Choć byłem skarbnikiem i znałem zaimki,

Z budy wyniosłem same jedynki.

Studia – wiadomo – szansy znikomej,

Więc pomyślałam: „ Raz jeden coś olej”.

Pracę znalazłem bez wprawy, zawodu,

Wynagrodzenie – jedynka z przodu.

I jakoś trwałem tak do pierwszego,

Wiedziałem, że starczy i żyłem tą wiedzą.

Lata mijały, egzystowałam sam, jeden,

Marzyłem, by w końcu poznać kobietę.

Chodziłem po barach, po dyskotekach,

Wszędzie widziałem w parach człowieka.

Jak w tej piosence, co Sidney nawinął,

Chciałem otwierać wino z dziewczyną.

A, że wakacje i wszyscy się pieprzą…

Postanowiłem wziąć pierwszą lepszą.

Zatem znalazłem jedyną, co skora,

Będąc prawiczkiem – upchnąłem pisiora…

To był raz pierwszy i chyba ostatni,

Jako jedyny – mam pięcioraczki.