O mały włos.

Na talerzu leży włos,
Obcy kudeł, ani drgnie.
Leży sobie tak na wprost,
Czeka aż delikwent zje.

Talerz, to jest jego posag,
Gdyż na łbie nie miał najlepiej,
Przenoszony – włos do włosa…
Się wychował na przeszczepie.

Teraz mocny, sztywny kłak,
Zrobił wypad na full serwis,
Chociaż, to kultury brak,
Wkradać się do cudzej gęby.

Włos pogrywa i nabiera,
Zdobył już talerzy wiele,
Sytuacji świadkiem nie raz:
„Z dupy jest – a nóż widelec!”

Ludzie włosa obrażają,
Że łonowy – toż to drwiny!
Gdyby mu się bardzo chciało,
Wziąłby kumpla z tej niziny…

Bywa – włosa nie chcą przeżuć,
Ani zjeść… i włos jest w proszku.
Czasem życie na talerzu…
Wisi, kurwa, na włosku.

Schyłek roku.

Ludwik – wzięty kobieciarz,
Mistrz podrywu – nie kłamię.
Nie spoczywa na laurach,
Zawsze ma asa w rękawie.

Ludwik ostatnio zabłysnął,
I z tego jest teraz znany,
Prawi niewiastom czułostki,
Że mają „fajne kasztany”.

Jednej wszak nie zachwycił,
Kolory nabrała czerwieni,
Ludwik oberwał z liścia…
Takie uroki jesieni.

Do „Ty”.

Ty – w kurtce dżinsowej,

Ty – w kurtce za ciasnej,

Zakasam rękawy,

Tak jak Ty. Zawsze!

Kołnierz od kurtki,

Tak fajnie Ci stał…

No – nie jednemu,

Tak stawać by chciał.

Mogłam założyć,

Też kurtkę dżinsową,

By razem w gangu

Kurtek być z Tobą.

Jednak mój kołnierz,

Jak Twój nie stoi,

Więc się obawiałam,

Że za to mnie zgnoisz…

Zużyłam krochmalu

Dwa litry i pól,

Kołnierz – ni chuja,

Nie stał jak Twój.

W tej sytuacji,

Jestem bezradna!

A może na kołnierz,

Pomoże viagra…

Twoje Linie Kolejowe

Jest taki pociąg, który SE jeździ,
Lecz wcale się przy tym nie śpieszy:
Tutaj godzinka, a tam półtorej,
Wszystkich to bardzo cieszy.

Wieczne spóźnienie, za co przeprasza,
Pani – nikt nie wie skąd.
Fakt, ona się kaja w kilku językach,
A to nie byle co.

Ów toaleta z petami wkoło,
Piwa butelka w zlewie,
Wszak tu nie fajki i browar udręką,
To stolców paleta problemem.

I tak naprawdę, gdy Pani tam z góry,
Powiada, że czekać Nam dane,
To jednostajnie dodać powinna,
Iż mamy, kurwa, przesrane.