Gumoleum.

Kondom – gumki kawałek,

Inaczej prezerwatywa,

To karcer jest dla plemnika,

Gdy do jajowodu zarywa.

Kondom ma różne rozmiary,

I smaków odmienną paletę,

Więc może na takie „owocki”

Wyrwać spragnioną kobietę.

Kondom, jak nazwa wskazuje,

To domek dla Pana Fallusa,

Który w nim pomieszkuje,

Aby się trochę rozruszać.

Czasami kondom ma dość,

Bo ciągłe tarcie to męka,

Wtedy pełen „emocji”,

Nie wytrzymuje i pęka…

Zatem traktujcie kondomy,

Dobrze w stosunku do członka,

Gdyż to niezastąpiony.

Waszych narządów obrońca.

Zawód – Biustonosz

Biustonosz, to takie narzędzie,

Co damskie walory trzyma,

I bierze je zawsze na klatę,

Nawet, gdy cycków tam nie ma.

Biustonosz ma taki drut,

Co wiecznie z niego wyłazi,

Nosząc stanik – naprawdę

Można swe życie narazić.

Biustonosz, jak nazwa wskazuje,

Ubóstwia wszelaki biust,

Żadnym cyckiem nie gardzi,

Taka to praca, no cóż…

 Zapewne, więc każdy mężczyzna,

Chciałby o zawód ten prosić,

Ażeby przez osiem godzin,

Kobiece cycki podnosić.

Para-stan.

Parawan – kawałek szmaty,

Co w piachu stoi od rana.

Leży za nim cycaty

Pan i żona ów Pana.

Parawan chroni przed gapiem,

A gapią się na nich wiecznie,

Bo palcem jeżdżą po mapie,

Non stop są na wycieczce.

Byli we Włoszech, w Brukseli,

Ostatnio nawet i w Tokio,

Choć tam się trochę nacięli,

Niezwykle gwarno i tłoczno.

Więc kciukiem stanęli nad morzem,

Polskim Bałtykiem czystym,

Sądząc, że o tej porze,

Spać jeszcze będą wszyscy.

Niestety o słońca wschodzie,

Turystów więcej niż w Tokio,

Zapomnieć raczą o wodzie

W tym roku już nie odpoczną.

Mapę migiem zniszczyli,

Lecz w sumie zostali – nie z niczym,

Parawan swój rozłożyli…

W publicznej piaskownicy.

… się zacznie.

Za dziesięć ósma – do ósmej czynne,
Za dziesięć ósma wszystko jest pilne.
Pilnuję czasu – siódma pięćdziesiąt,
Miast się pospieszyć, się oni nie spieszą.
Wertują i grzebią, grzebania mistrzowie,
Mistrz ciętej riposty – klientem się zowie.
Nazywa się Panem, a klient Nasz Pan,
Pan jakże wybaczy, ten wulgarny stan.
Pan stanie na środku w stanie spoczynku,
Spoczywa w spokoju po takim treningu,
(Trenuje Nordic Walking po sklepie),
Sklep jego pasją, w sklepie najlepiej.
Lepiej przeceny wychwyci z daleka,
Niż na swą kolej w kolejce zaczeka.
Czekać nie będzie: „Będziem się bać”,
On nie ma czasu w kolejce stać.
Stać go na debet, na stanie już nie…
To andropauza? Stop. Bardzo źle:
Źle ciuch złożony, źle – nie mam „centa”,
Źle reklamówka jest napoczęta.
Początek i koniec. Nie widać końca,
Koniecznie niech wyjdzie, ta „substancja żrąca”.
Zżarł sobie nerwy, nerwowo rzekł,
I rzeką oszczerstw pożegnał się.
Się brama zamknęła. Zamknięto obiekt.
Dwadzieścia po ósmej… Pan poszedł sobie.

Cztery żywioły?

Kliencie polski,
Polski kliencie,
Proszę już nie rób,
Siary dziś więcej.

Gdy alarm dudni,
Do wyjścia zmusza,
Ty – jak przystało,
W tę stronę ruszaj.

I zapierdalaj,
Jak w filmach akcji,
Aż Ci się będzie,
Dymiło z kapci.

Niczyj interes,
Żeś z gołym zadem,
Zepnij poślady,
Na mrozie dasz radę.

Jeśli ryzyko,
Zakończy swą dolę,
Wracaj, bo shopping,
Twoim żywiołem!

Wszak dzięki Tobie,
Drogi kliencie,
Siły przyrody,
O jedną są więcej.

Tym samym książki,
Podają złą treść,
Miast czterech żywiołów,
Istnieje pięć.